Relacja gościnna Irek Myszka
Przygotowania do tegorocznego Darżluba rozpoczęły się już w dniu 17 listopada, kiedy to odbyły się rekordowo szybkie zapisy na rajd. Drużyna o nazwie „Błotem i Bagnem” (co sprawdziło się w lesie) składała się z trzech osób ze ściśle określonymi rolami: Maćka (pokażcie gdzie punkt, a ja go znajdę), Grześka (nie macie sił, to ja was pogonię) i Irka, czyli piszącego relację (nie wiecie gdzie jesteście, spytajcie się mnie). Dla każdego z nas nie była to pierwsza impreza SKPT. Z dotychczasowych sukcesów udało się nam wygrać w tym samym składzie trasę T w Kaliskach. Uzbrojeni w dobry humor, zapas słodkości, energetyka i piersiówkę stawiliśmy się w Darżlubiu, aby w 42 minucie startowej wyruszyć w poszukiwaniu przygody.
PK1

Na starcie okazało się, że mapa jest dość ciemna, a północ przesunięta. Niemniej dla starych geografów nie powinno stanowić to trudności. PK1 nie zapowiadał się najgorzej. Początkowo asfalt, następnie przecinka i druga przecinka odbijająca w kierunku wschodnim. Wszystko pięknie, do czasu kiedy przecinka zaczęła wchodzić na bagno na południe od punktu. Mimo obrania kierunku północnego, na mapie można byłoby narysować ogromny zygzak, gdyż do tej pory nie wiem jak po 40-sto minutowym łażeniu po bagnach znaleźliśmy się w miejscu oznaczonym (1), gdzie znajdował się punkt trasy bodajże trudnej.

Z racji upływającego czasu postanowiliśmy spróbować ostatni raz wejść z powrotem na bagna i tam dzięki mojej upartości w przedzieraniu się przez zwalone drzewa udało się znaleźć coś wyglądającego jak rów, który doprowadził nas do „krzyżówki” rowów i powieszonego punktu. Nie zastanawiając się nawet czy będzie to PS czy PK pada hasło: spisujemy.
PK2
Początkowo na azymut, byleby tylko wyjść na pole, po czym na wzniesieniu obieramy kolejny azymut i kierujemy się miedzą w kierunku lasu. Wychodzimy idealnie na drogę prowadzącą w kierunku punktu. Niestety nie udaje się nam znaleźć krótszej drogi (1), więc nadkładamy mały kawałek (2). Dochodzimy do polany, po czym udajemy się na jej róg (mocno już zarośnięty) spisując bez problemu PK2.
PK3

Po krótkim odpoczynku i posileniu się ruszamy z okolic PK2 na południowy wschód. Niestety pojawia się mały problem, gdyż nie udaje się odnaleźć odchodzącej przecinki (1). Nie jest to na szczęście dużym problemem, gdyż w miejscu zakrytym logiem najprawdopodobniej będzie spore skrzyżowanie, co znalazło potwierdzenie w rzeczywistości. Następnie tylko odbicie w prawo z głównej drogi, dojście do skrzyżowania (2), skąd wzięty zostaje azymut na polanę. I teraz byłoby wszystko ładnie i pięknie, ale polany nie ma. Co prawda drzewostan inny niż w okolicy, ale jak tu teraz trafić na PK. Jako, że metoda „na czuja” też się czasem sprawdza, Maciek po chwili zauważa wiszący lampion. I w tym miejscu popełniamy spory błąd (a w zasadzie ja), gdyż zdaje mi się że to jednak nie PK tylko PS. Proponuje przejść się trochę na południe i sprawdzić, czy tam nie ma naszego punktu. Po przejściu kilkunastu kroków teren zaczyna opadać (czyli tak, jak powinno być), a w dole kręci się już jakaś ekipa. Zadowolony, że miałem rację wysyłam swoich zwiadowców po lampion, jednak po 10 minutach kręcenia się w bagienku i dołączeniu kilku następnych ekip, lampionu jak nie było, tak nie ma. No cóż, to wracamy po lampion który zostawiliśmy. Tu pragnę nadmienić tylko, że próbowaliśmy wrócić do niego dwa razy. Skutecznie udało się dopiero za trzecim, po ponownym namierzeniu się ze skrzyżowania(2) i genialnej pamięci Maćka i Grześka (a to jakieś mrowisko, a to kikut drzewa). Rada na przyszłość: nigdy nie zostawiaj lampionu samego, jeśli nie wiesz czy to PK czy PS. Szkoda tylko, że znowu straciliśmy cenne minuty (około 30).
PK4
Droga na PK4 przebiegła szybko i raczej bezproblemowo. Po drodze czekała tylko jedna niespodzianka (1), gdzie cienka linia na mapie była asfaltem, a grubsza drogą gruntową. Po dojściu do skrzyżowania dróg i przecinek (2) udajemy się przecinką w kierunku grzbietu na południowy wschód. Jesteśmy na szczycie, po okolicy kręci się już kilka osób. Niestety znowu okazuje się, że znalezienie punktu w terenie z połamanymi i poprzewracanymi drzewami nie jest łatwe. Razem z osobą z trasy Z udaje się mi dostrzec jakiś lampion. Niestety, nie zgadza mi się on z mapą, ale jak to mówią lepszy rydz niż nic. Spisuję. Niestety, tak jak się spodziewałem, okazało się, że to nasz kolejny PS.
PK5

Z PK5 na PK6 trasa była dość prosta, z charakterystycznym gwieździstym skrzyżowaniem (1), za którym już czekała nasza przecinka. Tu przydało się liczenie kroków od krzyżówki (2) do PK5.
PK6
PK6 i trasa na niego zapowiadała się dość prosto, tylko do dzisiaj nie wiem, dlaczego na skrzyżowaniu z przecinkami (1) nie poszliśmy przecinką w kierunku punktu. Niestety błędy lubią się nawarstwiać. Na następnym skrzyżowaniu okazało się, że nie idziemy drogą, tylko przecinką, o czym zorientowałem się w momencie dojścia do krzyżówki (2), której teoretycznie nie powinno być. Szybki rzut oka na mapę i kompas, komenda w tył zwrot i idziemy się zorientować, czy wszystko jest ok. Na szczęście było i PK6 okazał się tylko formalnością.
PK7
Droga do PK7 była w miarę prosta, a samo ognisko było czuć o wiele wcześniej niż można było je zobaczyć. Na ognisku jednak okazało się że popełniłem kolejny błąd polegający ze złym przeliczeniem czasu podstawowego. 500 min = 70*7 +10, co daje 7h i 10 min. Na swoje usprawiedliwienie muszę dodać, że nikt ze współtowarzyszy mnie nie poprawił podczas liczenia na starcie. Niemniej zadowoleni, że jednak 500 min to 8h i 20 min ruszyliśmy dalej pełni optymizmu, że zdążymy złapać więcej niż 2 punkty.
PK8
Po regeneracji przy ognisku nie było miejsca na rozluźnienie w trakcie marszu (ciągłe liczenie kroków) i punkt został zdobyty bezbłędnie. Jedynie dla 100% pewności postanowiliśmy dojść do końca drogi na północ od PK8.
PK9
Podobnie jak PK8,punkt PK9 wydawał się najprostszym na całej trasie. I tak w rzeczywistości było, choć skrzyżowanie (1) praktycznie nie istniało i trzeba było wejść kawałek w las, aby odkryć drogę prowadzącą na punkt. Oczywiście na skrzyżowaniu na północ od PK9 (69,6) wisiał stowarzysz.
PK10
Początkowo droga z PK9 na PK10 prowadziła bezproblemowo. Doszliśmy do głównej drogi wschód –zachód, odnaleźliśmy przecinkę i trafiliśmy na skrzyżowanie przecinek (1). Niestety, nie udało się znaleźć przecinki w kierunku wschodnim (bagno i powalone drzewa) i zamiast nią ruszyliśmy z powrotem na południe, by po paru krokach zreflektować się, że wracamy tą samą drogą, co przyszliśmy. No to z powrotem na północ – do drogi, następnie za przepustem w prawo i praktycznie punkt był nasz.
PK12
Z racji skończonego czasu limitu podstawowego postanawiamy zostawić PK11 (nie wyglądał zbyt przyjaźnie) i ruszyć od razu na PK12. Niestety przyszło małe rozprzężenie i po wyjściu na główną drogę nie wiedzieliśmy w 100%, w którym punkcie jesteśmy. Dlatego zamiast kontynuować marsz prosto skręciliśmy w kierunku Sikorzyna, gdzie kusząco paliło się ognisko pozostałych tras. Za Sikorzynem trzeba było skręcić w przecinkę na północ, aby dotrzeć do PK12. Niestety, mniej więcej w połowie drogi pojawiło się sporych rozmiarów i głębokości bagno, które trzeba było obejść. Na szczęście przedzierając się pomiędzy drzewami wyszliśmy idealnie w miejscu skrzyżowania przecinek, skąd już bez problemu trafiliśmy na PK12.
Droga na metę
Droga ta wcale nie miała prowadzić już do mety, a na PK13, który wydawał się dość łatwy do zdobycia. Niestety i tym razem za bardzo zaufałem utwardzonej drodze jaką miałem pod nogami, przez co na niewidocznym skrzyżowaniu (1) poszliśmy w kierunku północno-wschodnim. Co prawda po kilkunastu krokach zorientowałem się, że kierunek na mapie nie zgadza się z kompasem, ale zrzuciłem winę na sprzęt. Pewność, że nie jesteśmy tam, gdzie być powinniśmy odzyskałem dopiero w miejscu, gdzie mieliśmy odbijać w lewo w przecinkę na punkt (2). Niestety przecinka kończyła się ogrodzonym młodnikiem, w związku z czym postanowiliśmy poszukać innej drogi na północ w kierunku PK13. Doszliśmy więc do asfaltu, gdzie po sprawdzeniu ile mamy czasu limitu spóźnień padła decyzja, że damy radę. Niestety, teren szybko wybił nam z głowy realizację tej decyzji. Ogromne bagna i niewidoczne drogi sprawiły, że naszym jedynym celem stało się dotarcie cało do mety, co na szczęście się udało w miarę bezboleśnie (ach, ta gałąź w oku…), choć straciliśmy na błądzeniu koło 30-40 min.
Meta
Wchodząc na metę wiedzieliśmy, że mamy dwa BPK, koło dwóch godzin limitu spóźnień i od jednego do trzech stowarzyszy, co powinno dać około 360 punktów karnych. Po wywieszeniu wyników okazało się jednak, że wynik 353 punkty karne daje nam wysokie 4 miejsce.
Podsumowanie
Trasa okazała się baaardzo trudna (wyniki gorsze niż na ekstremalnej), niemniej można ją było przejść w limicie podstawowym. Duża ilość błota oraz bagien i pozwalanych drzew na pewno dodała jej klimatu. Ogólnie o ile z wyniku (miejsca) jestem strasznie zadowolony, to z samego przejścia już mniej, a w szczególności z błędów, które nie pozwoliły nam znaleźć PK13 (jak pechowo to pechowo). Niemniej, najprawdopodobniej w ramach pocieszenia, udało mi się wylosować nagrodę
. Szczęśliwy i zadowolony po zapoznaniu się z wynikami innych ekip SKPT udałem się wraz z resztą zespołu do domu. A co teraz ?
Ano, do zobaczenia na Manewrach 2012!
- Wpisy powiązane tematycznie:
- Manewry SKPT 19-20.03 – relacja z przejścia, trasa bardzo trudna
- Darżlub 3 – 4.12.11. Trasa Zaawansowana „Człowiek póty młody, póki się rusza”. Relacja z przejścia.
- Darżlub 4-5.12 – relacja z przejścia, trasa zaawansowana
- InO Gwiazda
- Jak wyprowadzić w las 300osób – wywiad
Brak komentarzy - bądź pierwszy!

Kanał RSS 






Cześć, jestem Piotr Kopera. Piszę tutaj o szeroko pojętej orientacji w terenie: